W 2000 roku,na długo przed tym zanim odnalazłam się na Nadodrzu,cierpiałam na depresję…
Nie wiem nawet czy to była depresja,myśli samobójczych nie miewałam tylko egzystencjalne typu:”Dlaczego ja to akurat ja???”.
Wówczas byłam gruba i nieatrakcyjna według mnie.
Ta „depresja” mnie zmobilizowała a jeszcze dopiero się w moim życiu coś ruszyło kiedy na horyzoncie pojawiła się…nieodwzajemniona miłośc!!!
Ach kochanie Ty moje!!!
Ale jak widac-facet ma w 4 literach moje uczucie:(((
To dopiero cios!!!Czułam się źle w mojej grubej skórze,że aby nie dopuścic do załąmania musiałam dla lepszego samopoczucia zrzucic parę kilo.I to pomogło!!!
Teraz utrzymuję wagę w normie i to już od tylu lat i jestem dumna z takiego sukcesu.
Czy ja w ogóle cierpiałam na depresję???Czy to była ta depresja,o której mówią w telewizji i,którą opisują podręczniki psychologii???
Moja mamuśka chce żebym była taka grubiutka jak kiedyś,ponieważ zdaniem niektórych bycie pulchnym to oznaka zdrowia ale ja wolę się odchudzac i odżywiac dla siebie niż dla kogoś!!!
A co do tego faceta,w którym się wówczas zakochałam to on ma dziś żonę i dwójkę dzieci ale nie wiem czy on się czuje szczęśliwy.Teraz mu pewnie dzieciaki nad głową latają a on jest załamany(synek będzie miał już 4 latka a córeczka 3).Może już popadł w depresję.Aja???Dziś czuje się szczęśliwa jak nigdy dotąd.