Kiedy idę ulicami Wrocławia,wszędzie widzę obce mi twarze.
Ludzie,których mijam na ulicy na pewno kimś są i pełnią daną funkcję społeczną.
Na pewno są to ojcowie rodziny,matki,babcie,córki,synowie a także pełniące zawód lekarza,strażnika miejskiego,policjanta,sprzątacza czy sprzedawcy.
Ale wśród nich mogą byc także kieszonkowcy,złodzieje,wariaci czy gwałciciele.I co ja wtedy zrobię gdy ktoś kogo mijam na ulicy okaże się kimś takim???
Magicznych mocy nie mam abym kogoś takiego wykurzyła za pomocą zaklęcia.A jedyne co ja mam na obronę to ręce i nogi za pas a w razie czego mam jeszcze tornister z Witch,który waży chyba 10 kilogramów razem z butelką pełną herbaty ale kiedy przeciwnik będzie odemnie silniejszy to decydujące może byc szczęście…
Nie ufam nikomu kto mieszka czy przechodzi przez ulice Wrocławia.Tam jest za duży tłok i raj dla takich a jak to się ładnie mówi…”OKAZJA CZYNI ZŁODZIEJA”.
Tacy ludzie sumienia nie mają ale na pewno coś skłoniło ich do tego by takimi byli.
Moja wykładowczyni,która pochodzi z Łodzi mówiła nam podczas dyskusji,że we Wrocławiu napadli ją aż 5 razy a w Łodzi nigdy ale ona i tak kocha Wrocław za ten klimat jaki tu panuje i za piękny rynek oraz za kulturę ludzi.
Według mnie nie ma nic do lubienia we Wrocławiu a i tak jestem nieufna.
Wszędzie tam widzę wrogów.