Pamiętam jak był rok 1993.Moje roczniki zdawały maturę.Ja nie byłam wśród nich maturzystką.Nie miałam nic prócz szkoły podstawowej i głupot w głowie.Byłam młoda.Zbyt młoda by po 8 klasie pójśc do liceum i zdac maturę.Owszem miałam cele jednak nie były one ani jasne ani sprecyzowane tak jak teraz po latach.Ale płakałam.Kiedy moje roczniki zdawały maturę ja…dostałam ataku serca!!!Nie mogłam sobie z tym poradzic a mam wrodzoną wadę serca.Płakałam.Był dzień po moich imieninach-5 maja kiedy miałam atak serca.
Jeszcze tego samego dnia kłóciłam się z moją matką i to dodatkowo u mnie wywołało silne emocje.Czułam się do niczego.Czułam się osobą bez wykształcenia.Nie miałam jeszcze wtedy niczego co mogłabym kochac.
Czasy się zmieniły.Ja się zmieniłam.Na lepsze.Mam już jasno określone cele.Mam maturę i studiuję.Czego by tu jeszcze od życia chciec???Mam 37 jak na razie blogów.Mam moje kochane miejsce na Ziemi-Nadodrze.
Aby jedno się nie zmieniło-moja wrodzona wada serca i problemy żołądkowe,które miewałam.Czy z tego może wyjśc rak???Nie wiem ale skoro żyję do dziś i jakoś sobie radzę to chyba dożyję chociaż 50-tki:)))
Słyszałam o przypadkach kiedy to u pacjenta zdiagnozowano raka.Lekarz oznajmił takiemu,że nie zostało mu wiele do zycia i nic już mu nie pomoże a jedynie przedłuży życie.Człowiek taki był u wielu kolejnych lekarzy,którzy potwierdzili diagnozę.Mimo wszystko się nie załamał.Powiedział sobie:”Co oni gadają!!!Ja żadnego raka nie mam!!!”.I postanowił wykorzystac te chwile jak najlepiej i brał z życia garściami.Za pół roku zrobił badania.Wykazały…że nigdy żadnego raka nie miał!!!Potwierdzili to wszyscy lekarze,którzy go przedtem zdiagnozowali.Nie byli to znachorzy tylko lekarze z doświadczeniem.
Tak więc to był cud.
Trzeba wziąśc los w swoje własne ręce!!!
No to biorę!!!