Dziś mija 3 dzień.Trzeci dzień odkąd wróciłam w pełni do zdrowia.Mój stan zdrowia zaczął się polepszac od środy kiedy to czułam się najszczęsliwsza na świecie:)))
Z początku myslałam,że to sen,że zdrowieję.Miałam już tak przez te 3 tygodnie,że po niecałym tygodniu zaczęło mi się polepszac ale taki stan nie trwał dłużej niz dzień czy dwa a potem znowu objawy wróciły…
Tak jak już wspominałam,najpierw od 21 listopada 2008 roku miałam mroczki przed oczyma,potem dolegliwości z nerkami,myślałam,że mam kamienie na nerkach a nawet krwiomocz.Już przygotowywałam się nawet psychicznie po tym jak po 2 tygodniach nie mijało na wizytę u gastrologa aby sprawdził czy na pewno nie mam raka żołądka aż tu nagle stał się cud!!!Akurat wtedy kiedy przygotowywałam się psychicznie na badanie per rectum czyli to,że gastrolog aby ocenic mój stan zdrowia wsadzi mi palca w…4 litery!!!Brzydziłam się tego i bałam i myślałam,że samo mi nie przeminie ale nareszcie po 3 tygodniach mogę powiedziec,że jestem w pełni zdrowa!!!
Zniknęły wszystkie dolegliwości,które przez te 3 tygodnie miałam-nawet katar i chrypkę:)))
Przeczuwałam,że nie może byc źle bo nie miałam gorączki,która byłaby oznaką,że nie jest ze mną najlepiej no i tak więc po 3 tygodniach męki wyzdrowiałam całkowicie:)))
Jestem taka szczęsliwa i tak się nie zastanawiam czy te moje dolegliwości nie były spowodowane tym,że sama je sobie wmawiałam.Czułam się nieszczęśliwa ale kiedy poczułam się szczęsliwiej to wtedy zaczęło mijac:)))
Często bywa tak,że nasz stan ducha przenosi się na ciało i nasze dolegliwości są przyczyna tego,że się źle czujemy.Wczoraj czytałam w gazecie o kobiecie,nad którą mąż znęcał się psychicznie przez wiele lat ale ta kobieta nie chciała od niego odejśc ze względu na dzieci.Dopiero kiedy zaczęły dopadac ją migreny i poszła z tym do lekarza,lekarz zdiagnozował u niej depresję,która przyczyniła się do powstania migreny.
Jeszcze wtedy nie zdecydowała się na odejście od męza,któremu bardziej zależało na reputacji i mył okna na święta w samo południe aby każdy go widział bo wtedy jest największy ruch na ulicach i by każdy go miał za przykładnego męza i ojca.Dopiero kiedy dzieci osobiście zagadały do matki prosząc ją by odeszła od ojca bo widzą jak on się nad nią znęca psychicznie mówiąc jej,że jest gorsza od niego to wtedy zdecydowała się na ten krok by odejśc.
Tak więc często człowiek sam jest sobie winien tych dolegliwości.Gdyby ta głupia baba odeszła od męża w porę czyli kiedy dawał już pierwsze oznaki,że chce ją zdominowac lub zaprotestowała zamiast milczała dla dobra bachorów to nie nabawiłaby się depresji!!!
Właśnie dlatego kobieta nigdy nie będzie dla mnie autorytetem i za autorytety obrałam sobie mężczyzn,którzy są pracowniakmi naukowymi bo ja sama chcę byc pracowniczką naukową i czerpię z nich wzorce(patrz dokładnie-poprzedni post na tym blogu).
Według mnie taka kobieta co daje sobą pomiatac męzowi jest zwykłym łachem i niczym więcej!!!Nie ma własnego zdania bo ją mężulek zdusił i on ma swoje zdanie a ona daje je sobie je narzucac.Byc może jej własna mamuśka narzuciła jej taki wzorzec,że ma byc obojętna i nie wyrażac swojego zdania to i nie dziwię się córce!!!
Moja matka chce ze mnie zrobic właśnie taką kobietę-najpierw mi się rządzi i mówi,że jak tupnie to ma byc spokój i traktuje mnie jak dziecko,nie słucha mojego zdania i mówi mi,że jestem dziewczynką!!!
Jak ja zawsze o coś walczę,np. z matką/ojcem i tak dalej to mówią na mnie „buntowniczka dziewczyna”.Nie nawidzę buntowniczek,Avril Lavigne a ja się nie buntuję tylko uświadamiam im,że jestem człowiekiem,odębną i pełnoletnią istotą a nie „buntowniczą dziewczynką” i nie można mi narzucic swojego zdania nawet jeżeli ten kto mi je narzuca zwie się przez głupie normy „najbliższym”.
Niestety na tym polega świat, że jedni za bunt uważają to co inni za świadome i przemyślane wybory.
Moja matka zaniża mi moją samoocenę swoim głupim gadaniem,że czasem czuję się jakbym była 14 letnią Anią z gdańskiego gimnazjum.Młodziutka i głupiutka a zamiast walczyc to mi tylko stryczek pozostaje!!!Bo nic innego nie umiem tylko jestem dzieckiem!!!Jestem dzieckiem,które ma 34 lata!!!
Ta kobieta z opisu to według mnie jest rzeczywiście „więźnień na własne zyczenie”.Przypomina mi tę Emilkę z tego głupiego,wrocławskiego serialu-„Pierwsza Miłośc”.Pozwalała sobą pomiatac Andrzejowi i uważała,że jeszcze na to zasługuje!!!Jak ja takich kobiet nie nawidzę-0 wykształcenia, brak perspektyw na życie i biernośc!!!Ja bym takiej kobiecie dała kopa w 4 litery i powiedziała
„Ty łachamniaro!!!Kim Ty do mnie jesteś!!!Ja studiuję,nie mam mężulka i dzieciaka i ubieram się 200 razy lepiej od Ciebie w najlepszych Nadodrzańskich sklepach a tyś jest łachem!!!”.
Tak bym zrobiła.Może by to ją ruszyło i chciałaby byc taka jak ja:)))
Teraz przez te 3 tygodnie walczyłam o moje zdrowie a cokolwiek we mnie siedziało i tak wyszło 3 dni temu.Z racji tego,ze co piątek mam dzień wolny to zrezygnowałam ze spotkaniem z Markus’em,który jest moim kolegą,z którym rzadko się widuję i przeleżałam w łóżku te kilka dni i dopropwadziłam do tego,że już mi minęło.Już tydzień temu miałam to zrobic ale nie znalazłam wtedy na to okazji a to naprawdę działa!!!
Jeżeli jesteś chory i podejrzewasz u siebie przeziębienie lub nawet grypę to po prostu wypocznij i przeleż to w łózku wśród dobrej ksiązki,ulubionego filmu i pijąc dobrą herbatkę a to mi pomogło:)))
Jest nawet takie powieszenie-
„Pacjencie-lecz się sam!!!”
i dużo jest w tym prawdy,ponieważ słyszałam,że lekarz jeśli źle zdiagnoizuje chorbę to może jeszcze zaszkodzic i przez to nie poszłam do lekarza i wolałam przeczekac te 3 tygodnie niż iśc od razu do jakiegoś znachora,który by we mnie wpakował takie leki,że po ich zazyciu wyglądałabym jak wrak człowieka.
Tak więc-jeżeli ktoś ma możliwości by leczyc się samemu to naprawdę lepsze jest niż rada jakiegoś znachora:)))
Czuje się jakbym obudziła się z jakiegoś długiego snu…