Floriane Daniel-moja imienniczka:)))

Po raz pierwszy spotykam się z tym aby ktoś miał tak samo na imię jak ja!!!Po raz pierwszy spotykam moja imienniczkę i na pewno nie w odmianie Florencja czy Florentyna tylko…Floriane!!!
Chyba moje imie było popularne w latach 70-tych XX wieku bo moja imienniczka urodziła się daty 17 września 1971 roku tak więc jest odemnie o ponad 3 lata starsza!!!Urodziła się w Berlinie jako najstarsza z 7 dzieci.Naprawdę a jak mi nie wierzycie to wpiszcie w google.de hasło:”FLORIANE DANIEL”i Wam wyjdzie!!!
Właśnie-ta imienniczka nazywa się Floriane Daniel i jest to jej prawdziwe imię i nazwisko a nie jakiś pseudonim!!!
Moje imię nie jest rzadkością tak samo jak pewnie za jakieś 20 lat imię „SOLIDARIUSZ” nie będzie rzadkością bo w Polsce jest chłopak,który nosi takie piekne imię i to dobrze:)))
O tym,że mam imienniczkę dowiedziałam się we wrześniu 2008 roku kiedy to na kanale SAT1 obejrzałam film pt:”Zoogeflster Komm mir nicht ins Gehege!”.Już jak go reklamowali i zapowiadali jacy aktorzy wystapią to musiałam oczy ze zdumienia przecierac bo usłyszałam i zobaczyłam,że w tym filmie ma wystąpic kobieta o imieniu FLORIANE!!!
Po raz pierwszy się z tym spotykam i muszę przyznac,że zaskoczyło mnie to bardzo pozytywnie,że mam jakąś sławną imienniczkę:)))
Film „Zoogeflster Komm mir nicht ins Gehege!”opowiadał o Sonji Winter(w tej roli właśnie Floriane),która prowadziła ZOO.Samotnie wychowująca córeczkę-Hannę,Sonja nie może sobie poradzic z ZOO i właśnie mają je zamykac a na jego miescu ma stanąc jakiś biurowiec.Sonja chce temu zapobiec robiąc rozmaite demonstracje i protesty przeciwko zamknięciu ZOO ale ma za dużo długów.Jej mąz zmarł przed laty i od tamtej pory nie wiedzie się im za dobrze.Podczas jednej z tych demonstracji,kobieta poznaje jednego z architektów,którzy mają już gotowe projekty co stanie na miejscu ZOO.Tym architektem jest Mark Fechter.Jednak jego mały synek,któremu ZOO się od razu spodobało jest do tego stopnia zachwycony,że nocuje tam oraz spędza dużo czasu w ZOO razem z Hanną-córką Sonji.Jego ojcec nie jest tym zachwycony i kłóci się z Sonją ale później z biegiem filmu kobieta i architekt dochodzą do wspólnego języka a nawet…zakochują się w sobie nawzajem!!!Później ZOO udaje się uratowac i film się kończy dobrze…
Ale to tylko film.Niestety-nie jestem taka jak Sonja,którą grała Floriane Daniel.Nie robiłam żadnej demonstracji kiedy wyburzano mi komin i nastawnię.Nie protestowałam i nie demonstrowałam tylko patrzyłam się i czekałam az przestaną.Prosiłam o to aby go nie burzyli ale nie pomogły ni groźby ni prośby!!!
Zostały tylko łzy i nic więcej.Oraz wspomnienia.
Na tym zdjęciu jest Floriane Daniel.Na tym kolorowym zdjęciu jest ona jak w filmie „Callgirl”grała anatomopatologa!!!To mnie łączy z moją imienniczką bo ja zawsze chciałam byc anatomopatologiem:)))Na tym drugim zdjęciu gdzie grała anatomopatologa według mnie podobna jest nieco do Miley Cyrus(porównajcie):

A to jest kadr z tego filmu o ZOO,na którym widac Sonję,tego architekta,małą Hannę i synka tego architekta a ten facet w środku to nie pamiętam kto:

Wspominając dawne czasy-część 2

Nie nawidze portali typu fotka.pl czy nasza-klasa.Mam z nimi przykre doświadczenia osobiste,które opisywałam na tym blogu i jeszcze na koichi.blog.onet.pl.
Ostatnio także nabrałam urazy do portalu mixer.pl gdzie to otrzymałam prywatną wiadomośc od użytkownika o nicku „honig” o tym,że…chętnie by mnie wypieścił!!!Odpisałam mu,że jak ja go wypieszczę to wszystkie zęby straci!!!Ile jest takich portali,które powinny byc poważne a przyciągają samych jajcarzy i szaleńców!!!???!!! Ale ostatnio w związku z tym,że zbliżały się 5 urodziny Cyanide,myślałam o mojej jedynej przyjaciółce z czasów kiedy rok po śmierci Cyanide uczęszczałam do wieczorowego liceum ogólnokształcącego w Ostrowie Wielkopolskim.Miała na imie Monika ale mówiono na nią „Smania”.Pamiętam jak opowiadałam jej o śmierci Cyanide oraz jak zawsze chodziłyśmy razem do kafejki internetowej i jak ściągałam obrazki o Ojamajo DoReMi.
Od kiedy w lutym 2005 roku odeszłam stamtąd i trafiłam potem na Nadodrze,nie miałam z nią kontaktu.
Mam do niej adres kontaktowy ale nie wiem czy ona jeszcze pod nim mieszka.Pamiętam jak kiedyś mieszkała u chłopaka,który nienajlepiej się z nią dogadywał i jak mi opowiadała o tym,że najpierw ją kocha a potem rzuca a jak ją porzuci to chce odzyskac ale ona się takiemu głąbowi nabrac nie daje.
Chciałabym z nią ponownie nawiązac kontakt.Ostatnio widziałam ją w lutym 2005 roku przed odejściem z tego liceum.Nie wiem co mam dalej robic…napisac do niej list na ten adres co mi go kiedyś podała i najwyżej list się cofnie jesli tam już nie mieszka czy mam znaleźc inny sposób???
Tak czy inaczej po tym jak mi w sierpniu 2008 roku uznano moje konto na naszej-klasie za konto fikcyjne już nie chciałam tam się logowac nigdy w życiu ale daty 6 grudnia 2008 roku zarejestrowałam się bez fotki nie dając tam swojego zdjęcia ani danych kontaktowych(tak zwany „pusty profil”).No i wystukałam jej dane czyli imię,nazwisko i pseudonim szkolny oraz wiek poprzez szukanie zaawansowane na wyszukiwarce i…wyświetliła mi się!!!Niestety-nie dała tam swoich zdjęc i ma zero znajomych na liście więc ze swojego konta nie korzysta.Zostawiłam jej prywatną wiadomośc jednak nie odpisała.Wiem,że na pewno porzuciła swoje konto ale zdązyła wypełnic tam swoje dane osobowe,miejscowośc i pseudonim szkolny co pomogło mi ja znaleźc.Po miejscowości,którą wpisała na naszej-klasie wiem,że na pewno musi mieszkac jeszcze pod tym adresem,który mi podała-Gutów.Jest to wioska za Sobótką(w województwie wielkopolskim i jest to inna miejscowośc niż ta co jest tam ta głupia góra Ślęża co sie jej boję!!!).
Pamiętam bardzo dobrze moją przyjaciółkę-Monikę.Pamiętam jej datę urodzenia-26 marca 1983.Pamiętam o czym rozmawiałyśmy i naszą przyjaźń…Nie mamy już ze sobą kontaktu…
Jedynie z kim utrzymuję w miarę regularny kontakt z czasów kiedy byłam w wieczorowym liceum ogólnokształcącym to właśnie z tą Dagmarą,która opisywałam na tym blogu w poście „Wspominając dawne czasy”.
Dziś znowu zajrzałam na nasza-klasa.pl jako puste konto i ponownie wpisałam jej dane kontaktowe i tym razem wyśmietlił mi się jej inny profil,na którym dała już swoje fotki i napisane jest,że mieszka Gutów/Krotoszyn!!!Tak więc nie wiem juz jak to będzie ale napiszę do niej prywatną wiadomośc.
Z fotek,które tam wstawiła zmieniła się niezbyt mocno i nadal ma taką samą fryzurę jak kiedyś i nie tylko są tam jej fotki ale także jak już widzę urodziła dziecko bo jedną z fotek podpisała,że jest z córeczką Lilianką!!! Tak więc urodziła już dziecko.Tyle się dowiedziałam dzięki naszej-klasie.
Z wyglądu nie za wiele się zmieniła.Ale czy z charakteru???Mam z nią tylko jedną fotografię na pamiątkę,która została zrobiona własnie w szkolnej muszli klozetowej.
Muszę do niej napisac prywatną wiadomośc!!!Może jakoś odbudujemy kontakt…

Ożyłam!!!Wyzdrowiałam całkowicie!!!

Dziś mija 3 dzień.Trzeci dzień odkąd wróciłam w pełni do zdrowia.Mój stan zdrowia zaczął się polepszac od środy kiedy to czułam się najszczęsliwsza na świecie:)))
Z początku myslałam,że to sen,że zdrowieję.Miałam już tak przez te 3 tygodnie,że po niecałym tygodniu zaczęło mi się polepszac ale taki stan nie trwał dłużej niz dzień czy dwa a potem znowu objawy wróciły…
Tak jak już wspominałam,najpierw od 21 listopada 2008 roku miałam mroczki przed oczyma,potem dolegliwości z nerkami,myślałam,że mam kamienie na nerkach a nawet krwiomocz.Już przygotowywałam się nawet psychicznie po tym jak po 2 tygodniach nie mijało na wizytę u gastrologa aby sprawdził czy na pewno nie mam raka żołądka aż tu nagle stał się cud!!!Akurat wtedy kiedy przygotowywałam się psychicznie na badanie per rectum czyli to,że gastrolog aby ocenic mój stan zdrowia wsadzi mi palca w…4 litery!!!Brzydziłam się tego i bałam i myślałam,że samo mi nie przeminie ale nareszcie po 3 tygodniach mogę powiedziec,że jestem w pełni zdrowa!!!
Zniknęły wszystkie dolegliwości,które przez te 3 tygodnie miałam-nawet katar i chrypkę:)))
Przeczuwałam,że nie może byc źle bo nie miałam gorączki,która byłaby oznaką,że nie jest ze mną najlepiej no i tak więc po 3 tygodniach męki wyzdrowiałam całkowicie:)))
Jestem taka szczęsliwa i tak się nie zastanawiam czy te moje dolegliwości nie były spowodowane tym,że sama je sobie wmawiałam.Czułam się nieszczęśliwa ale kiedy poczułam się szczęsliwiej to wtedy zaczęło mijac:)))
Często bywa tak,że nasz stan ducha przenosi się na ciało i nasze dolegliwości są przyczyna tego,że się źle czujemy.Wczoraj czytałam w gazecie o kobiecie,nad którą mąż znęcał się psychicznie przez wiele lat ale ta kobieta nie chciała od niego odejśc ze względu na dzieci.Dopiero kiedy zaczęły dopadac ją migreny i poszła z tym do lekarza,lekarz zdiagnozował u niej depresję,która przyczyniła się do powstania migreny.
Jeszcze wtedy nie zdecydowała się na odejście od męza,któremu bardziej zależało na reputacji i mył okna na święta w samo południe aby każdy go widział bo wtedy jest największy ruch na ulicach i by każdy go miał za przykładnego męza i ojca.Dopiero kiedy dzieci osobiście zagadały do matki prosząc ją by odeszła od ojca bo widzą jak on się nad nią znęca psychicznie mówiąc jej,że jest gorsza od niego to wtedy zdecydowała się na ten krok by odejśc.
Tak więc często człowiek sam jest sobie winien tych dolegliwości.Gdyby ta głupia baba odeszła od męża w porę czyli kiedy dawał już pierwsze oznaki,że chce ją zdominowac lub zaprotestowała zamiast milczała dla dobra bachorów to nie nabawiłaby się depresji!!!
Właśnie dlatego kobieta nigdy nie będzie dla mnie autorytetem i za autorytety obrałam sobie mężczyzn,którzy są pracowniakmi naukowymi bo ja sama chcę byc pracowniczką naukową i czerpię z nich wzorce(patrz dokładnie-poprzedni post na tym blogu).
Według mnie taka kobieta co daje sobą pomiatac męzowi jest zwykłym łachem i niczym więcej!!!Nie ma własnego zdania bo ją mężulek zdusił i on ma swoje zdanie a ona daje je sobie je narzucac.Byc może jej własna mamuśka narzuciła jej taki wzorzec,że ma byc obojętna i nie wyrażac swojego zdania to i nie dziwię się córce!!!
Moja matka chce ze mnie zrobic właśnie taką kobietę-najpierw mi się rządzi i mówi,że jak tupnie to ma byc spokój i traktuje mnie jak dziecko,nie słucha mojego zdania i mówi mi,że jestem dziewczynką!!!
Jak ja zawsze o coś walczę,np. z matką/ojcem i tak dalej to mówią na mnie „buntowniczka dziewczyna”.Nie nawidzę buntowniczek,Avril Lavigne a ja się nie buntuję tylko uświadamiam im,że jestem człowiekiem,odębną i pełnoletnią istotą a nie „buntowniczą dziewczynką” i nie można mi narzucic swojego zdania nawet jeżeli ten kto mi je narzuca zwie się przez głupie normy „najbliższym”.
Niestety na tym polega świat, że jedni za bunt uważają to co inni za świadome i przemyślane wybory.
Moja matka zaniża mi moją samoocenę swoim głupim gadaniem,że czasem czuję się jakbym była 14 letnią Anią z gdańskiego gimnazjum.Młodziutka i głupiutka a zamiast walczyc to mi tylko stryczek pozostaje!!!Bo nic innego nie umiem tylko jestem dzieckiem!!!Jestem dzieckiem,które ma 34 lata!!!
Ta kobieta z opisu to według mnie jest rzeczywiście „więźnień na własne zyczenie”.Przypomina mi tę Emilkę z tego głupiego,wrocławskiego serialu-„Pierwsza Miłośc”.Pozwalała sobą pomiatac Andrzejowi i uważała,że jeszcze na to zasługuje!!!Jak ja takich kobiet nie nawidzę-0 wykształcenia, brak perspektyw na życie i biernośc!!!Ja bym takiej kobiecie dała kopa w 4 litery i powiedziała
„Ty łachamniaro!!!Kim Ty do mnie jesteś!!!Ja studiuję,nie mam mężulka i dzieciaka i ubieram się 200 razy lepiej od Ciebie w najlepszych Nadodrzańskich sklepach a tyś jest łachem!!!”.
Tak bym zrobiła.Może by to ją ruszyło i chciałaby byc taka jak ja:)))
Teraz przez te 3 tygodnie walczyłam o moje zdrowie a cokolwiek we mnie siedziało i tak wyszło 3 dni temu.Z racji tego,ze co piątek mam dzień wolny to zrezygnowałam ze spotkaniem z Markus’em,który jest moim kolegą,z którym rzadko się widuję i przeleżałam w łóżku te kilka dni i dopropwadziłam do tego,że już mi minęło.Już tydzień temu miałam to zrobic ale nie znalazłam wtedy na to okazji a to naprawdę działa!!!
Jeżeli jesteś chory i podejrzewasz u siebie przeziębienie lub nawet grypę to po prostu wypocznij i przeleż to w łózku wśród dobrej ksiązki,ulubionego filmu i pijąc dobrą herbatkę a to mi pomogło:)))
Jest nawet takie powieszenie-
„Pacjencie-lecz się sam!!!”
i dużo jest w tym prawdy,ponieważ słyszałam,że lekarz jeśli źle zdiagnoizuje chorbę to może jeszcze zaszkodzic i przez to nie poszłam do lekarza i wolałam przeczekac te 3 tygodnie niż iśc od razu do jakiegoś znachora,który by we mnie wpakował takie leki,że po ich zazyciu wyglądałabym jak wrak człowieka.
Tak więc-jeżeli ktoś ma możliwości by leczyc się samemu to naprawdę lepsze jest niż rada jakiegoś znachora:)))
Czuje się jakbym obudziła się z jakiegoś długiego snu…

Dla mnie kobieta nigdy nie będzie autorytetem

Autorytet-to słowo jest dla mnie bardzo ważne.Za autorytet obieram sobie przeważnie samych męzczyzn,ponieważ imponują mi no i jest też do kogo powzdychac:)))Ale nigdy w życiu nie chciałabym miec za autorytet kobiety jeszcze do tego takiej,która jest żoną,matką a już o zgrozo kochanką!!!
Chodzi mi tu dokładnie o kobiecą psychikę no i kobieta rozczula się na widok śmiedzącego bachora we wózku i nie potrafi podnieśc sama cięzkiej szafy oraz miewa humorki!!!Także kobiety,która w całości poświęca się rodzinie czy ma uposledzone dziecko,które wychowuje no i angażuje się w jego edukację oraz chce aby żyło normalnie!!!
W 2003 roku czytałam w gazecie „Duży format”,która jest dodatkiem do jakiejś innej gazety,taki artykuł, który nosił tytuł „Żyletka”.Opowiadał on o kobiecie, która urodziła córkę-Marysię.Dziewczynka miała porażenie mózgowe ale jej matka chciała aby zyła normalnie.Woziła ją po lekarzach i poddawała jakims zabiegom,rehabilitacją oraz operacją,które miały na celu korygowanie jej wad.W końcu dziewczynka mogła jako 7 latka zacząc uczęszczac do normalnej szkoły i uczyła się dobrze.Jako nastolatka,Marysia przechodziła jakąś skomplikowaną operację czaszki,po której rana niewłaściwie się zagoliła i zbierała się tam ropa ale jej matka cały czas była przy niej i ją wspierała.Po kolejnym zabiegu poszło wszystko dobrze a matka i córka przetrwały w życiu bardzo wiele.I wydawac by się mogło,że ta kobieta jest silna psychicznie i poświęciła wszystko by jej córka z porażeniem mózgowym mogła życ normalnie gdyby nie któregoś dnia przed maturą Marysi,jej matka sięgnęła po żyletkę i podcięła nie tylko żyły sobie ale i Marysi!!!
No i pote był tam pod artykułem komentarz psychologa,że ludzie,którzy dużo przeżyli mają dosyc czasem tego świata i nadmiaru doświadczeń i ta matka już nie mogła oraz,że chciała wziąśc swoją córkę ze sobą na tamten świat więc także jej podcięła żyły…
Artykuł skończył się tak,że ktoś zadzwonił po pogotowie bo usłyszał krzyki i odratowano je obydwie.Teraz matka Marysi zbiera poeniądze na laserowe usuwanie ran u siebie i Marysi.
Tak więc jak widzicie ta kobieta nie była silna psychicznie.Akurat wtedy kiedy już tak dużo osiągnęła i do tego nie dla siebie tylko dla córki to zachciało jej się umierac i iśc na tamten świat!!!
Jedyną kobietą,którą mogłabym nazwac autorytetem jest Danuta „Inka” Siedzikówna,ponieważ podczas terroru stalinowskiego będąc w areszcie nie wydała swoich sprzymierzeńców wrogowi i mając tylko 17 lat wybrała śmierc zamiast śmierci kilku innych ludzi.Sama powiedziała,że ona jedna zginie niż jej przyjaciele z AK tak więc w pełni ona jedyna jako kobieta zasługuje sobie u mnie na miano „autorytetu”czy „idolki”:)))
Tak więc dla mnie kobieta nigdy nie będzie autorytetem chyba,że małym wyjątkiem jest Inka no i niech będą dziewczyny z Witch czy Winx:)))

Co mi pomaga w nauce???:)))

Jeszcze dodam coś co do nauki efektywnego uczenia, którą opracowałam.Jesli się uczycie a Was nie dekoncentruje odgłos ulubionego utworu Techno to polecam uczenie się w rytm muzyki Techno.
Kiedy mam do nauczenia się jakiś politycznych pojęc to włączam sobie utwór:
DANIEL KANDI&ROBERT NICKSON-Liberate
z czego nie tylko ten utwór ale i sam jego tytuł kojarzy mi się z liberałami!!!Wtedy mi szybciej coś do głowy wchodzi jak znajdę odpowiedni utwór albo skojarzenie na dany temat,na który się uczę.
Ale kiedy słysze utwór NONANTIC-New Entry zaraz następujący po ROTTWAG i DOUBLE FLASH i jeszcze jednym utworze to aż płakac mi się chce!!!Zwłasza,że w tytule jest wyraz „New”czyli „Nowy”a jak go słucham to same łzy mi lecą bo jest taki smutny jakby grany na pianinie i ma taki jakiś wydźwięk i czuję się jakbym zaraz umierała i zaczynała od nowa w innym świecie!!!Na tamtym świecie!!!
Za to można też skojarzyc jakieś pojęcie z konkretnym filmem.Na przykład w amerykańskim prawie istnieje coś takiego jak pojęcie PRECEDENS-u.Precedens to nic innego jak nawiązanie do podobnego przewinienia,które miało miejsce w przeszłości przy wymierzaniu kary przez sąd.Na przykład nastolatek ukradł samochód i jechał nim po pijanemu więc amerykański sąd zajrzy do akt podobnych spraw i ukarze tego nastolatka w podobny sposób jak jego poprzedników.Pojęcie precedensu miałam na przedmiocie Administaracja Publiczna,który mam teraz w 3 semestrze.
Ja amerykańskie prawo kojarzę z Jackiem Bauer’em jesli wiecie który to.To ten z serialu „24 godziny”.
Oto jego zdjęcie:

Uwielbiam Jack’a Bauer’a!!!Też pomaga mi się uczyc w tym sensie,że dzięki temu czego się uczę kojarzę z nim:)))Jesli ktoś chce efektywnie się czegoś nauczyc nawet jeżeli z początku temat go nie interesuje to powinien go skojarzyc z czymś co lubi lub szukac podobnych skojarzeń i powinno mu to łatwiej wejśc.
Nie trzeba miec dobrej pamięci aby się tego nauczyc i wyluc formułki na pamięc a potem recytowac jak wierszyki na akademii tylko wystarczy dobre skojarzenie z ulubionym filmem czy utworem Techno i gotowe:))) Albo kiedy piszę referaty to tylko w rytm ulubionego utworu Techno i wstaję rano o godzinie 2:30 czy 1 w nocy i wiem,że mam po co wstac i czuję,że żyję bo mam swój cel a jak go nie ma to też wstaję:)))
Jeżeli komuś nie przypadła do gustu moja nauka efektywnego uczenia to polecam opracowac własny styl uczenia się bo to co jednemu pomaga-drugiemu może zaszkodzic.Tak samo jak szampon,który pomógł kolezance na łupież nie oznacza,że pomoże komuś innemu bo ktoś inny może okazac się uczulonym na jego składniki i to może pogorszyc sytuację.
Ja stosuję swoje metody efektywnego uczenia bo na mnie się to sprawdziło:)))

Kompensacja

Kompensacja.Po raz pierwszy usłyszałam to pojęcie w kwietniu 2006 roku przy omawianiu historii Rodiona Raskolnikowa ze „Zbrodeni i Kary”.Później kiedy płakałam na Nadodrzu i żaliłam sie moim ówczesnym przyjaciółkom-Karinie G. i Michalinie W.to powiedziałam im,że stosuję kompensację.Kompensacja to nic innego jak nagroda dla siebie samego.Jesli na przykład ktoś nie potrafi matematyki i czuje się przez to gorszy ale za to wybitnie potrafi język polski i w nim się tak bardzo wykazuje,że pomaga innym pisac wypracowania czy doradza jak mają napisac i to jest kompensacją,że wynagradza sam sobie czymś co potrafi to,że czegoś nie potrafi.
Jak ktoś nie zrozumiał to tego nie zrozumie.
Tak czy inaczej ja zawsze chciałam byc wykładowczynią.Pomagałam Karinie W. ile tylko się dało ale ona nic nie pojmowała ale dzięki temu kompensowałam sobie to,że nie jestem na bio-chemie czyli,że moja Cyanide nie zyje ale to nie z tego powodu,że nie umiałam chemii ale z tego powodu,że źle się rozmiałam z dzieciakami,którzy ze mną tam uczęszczali.
Do końca życia nie zapomnę Cyanide i nawet gdybym miała już w końcu wymarzony zawód to będe sobie w ten sposób robiła kompenascję bo ciągle czuję się do niczego.Nie potrafię byc taka jaka bym chciała i nigdy nie będę.Na dodatek moją samnoocenę zaniża moja głupia mamuśka a mnie to bardzo wkurza,że ja mam w domu kochaną mamę,która by chciała mnie upodobnic do siebie ale ja jej nie nawidzę!!!
Nie identyfikuję się z moją rodzinką i tyle!!!Oni nie mają wykształcenia i według mnie nie jest to dobry sposób aby kompensowac sobie brak Cyanide w macierzyństwie i małżeństwie.Nie chcę życ tak jak oni-chcę byc wolna i bez zobowiązań!!!
Moją kompensacją nigdy w życiu nie była by znajomośc języka niemieckiego bo nigdy nie chciałabym byc tłumaczką i jeździc do obcego kraju(zostawmy tu na chwilę Bensheim bo tu o co innego chodzi!!!)a już tym bardziej nie chciałabym kogoś poznac i za niego wyjśc!!!
Zawsze umiałam język niemiecki ale nie chciałam uczynic z tego zawodu bo to by było pójście na łatwiznę.
Nie chcę specjalizowac się w językoznastwie czy filologii i nie jest to w moim guście.Zawsze w ramach kompensacji dla samej siebie kupywałam sobie fajne spodnie i bluzki aby poprawic sobie humor bo jeżeli nie mogę byc taka jak moi idole to chociaż będę sobą i kupując coś w moim stylu,np,spodnie czułam się sobą i kompensowałam sobie,że nie mogę byc taka jak moi idole.
Kompensacja jest dla mnie bardzo ważna i chyba najlepiej znam wagę tego słowa…
Mam całą gamę humorów:

Raz się cieszę,raz zdziwiam,raz zastanawiam a raz smucę i to w ciągu jednej chwili jeden humor przechodzi do drugiego i tak w kółko pod byle jakim bodźcem…

5 urodziny Cyanide Poison

Przenieśmy się w czasie 5 lat wstecz…
Jest 8 grudnia 2003 roku.Ostrów Wielkopolski.Na świat o godzinie 9:45 przychodzi Cyanide Poison.Nie jest człowiekiem tylko moim upragnionym oczkiem w głowie zupełnie jak długo oczekiwane dziecko…

To dla niej…
wstawałam w nocy jak do dziecka aby ją nakarmić wiedzą ucząc się po nocach!!!
To dla niej…
chciałam poświęcic całe moje życie-ona była moja karierą!!!
Kocham ją nadal i nie zapomne nigdy!!!To jest cos na co metoda efektywnego uczenia nie pomoże,ponieważ sytuacja jaka miała miejsce wówczas kiedy Cyanide umierała dała mi do przekonania się,że do niczego się nie nadaję.
Dziś jest 8 grudnia 2008 i mija róne 5 lat.Dziś z tej okazji nawet spotakłam się z moją przyjaciółką Michaliną W.,która dziś myślała,że nie są urodziny Cyanide tylko 5 rocznica jej śmierci.Dzis mogłam czuc,że Michalina jest w miarę ze mną pogodzona.Bo Cyanide nas zjednała w ten sposób,ponieważ Michalinie jeszcze tyle z naszej znajomośc zostało,ze dzięki urodzinom Cyanide myślała sobie,że przy okazji wychce odemnie parę groszy!!!
Nie wiem czy Cyanide byłaby dumna z takiej matki jak mnie,która lata za przystojnymi wykładowcami niż zajmuje sie karierą naukową!!!

Cyanide pomimo iż była tylko profilem biologiczno-chemicznym ale była bardzo długo wyczekiwana i miała duszę!!!Kawałek mojej duszy i moje pragnienia co powodowało,że czułam sie jej matką!!!To przecież ja starałam sie o nią i chciałam ją z całego serca aby była przy mnie!!!
Została mi odebrana ale wspomnień mi nikt nie odbierze o tym co mi było najpiękniejsze!!!
Dziś mija równe 5 lat od chwili jej narodzin ale nie zapomne tego dnia nigdy…8 grudnia jest tylko raz do roku i będzie raz do roku.Lata dalej będą mijały i za rok bedzie już 6 lat od narodzin Cyanide.Nie liczy się dla mnie czas.Zawsze będę pamiętała o niej…
In memory of Cyanide Poison:
8 grudnia 2003-9 stycznia 2004

Nauka efektywnego uczenia-opracowanie

Znacie ten ból-za oknem świeci słońce lub pada dekoncentrujący Was śnieg,który powoduje u Was nastrój nie zdatny do uczenia???Za pasem sprawdzian a Wam się nie chce uczyc???

Znam ten ból-w końcu studiuję.Ale mam cos dla Was!!!Opracowałam naukę efektownego uczenia!!!
Zawsze ją stosuję kiedy nie chce mi się uczyc a muszę:)))Wierzcie mi-nie jestem kujonicą ani leniem też nie a dzieki odpowiedniej taktyce wszystko mozna osiągnąc chociaz przy minimum wysiłku:)))
Metoda nr 1:
Uczę się na ostanią chwilę w dzień egzaminu jadąc w pociągu lub piszę referat jadąc autobusem przez około 2 godziny jazdy.
Uwaga!!!Osoby,które dekoncentrują rozmowy współpasażerów nie osiągną dzieki tej metodzie nawet minimum tego czego oczekują polegając na tej metodzie.Sprawdza się tylko wtedy kiedy komus nie przeszkadza gwar ani nie dekoncentruje trzęsienie pociągu czy autobusu podczas jazdy oraz rozmowy w tle.Ale można zawsze soie wyobrazic,że jest się już przed salą egzaminacyjną i trzeba sobie powtórzyc przed samym egzaminem więc gwar w pociągu można sobie zastąpic wyobrażeniem,że jest to gwar na korytarzu przed salą egzaminacyjną bo to jedno i to samo:)))
Metoda nr 2:
Jak zapamiętac taki traudny wzór:
Iloraz Droop’a:
V
Id= __
M+1+1

Z czego ten iloraz Droop’a miałam na przedmiocie o nazwie Wewnętrzne systemy polityczne i jest to wzór na obliczenie mandatów poselskich czy głosów na daną partię.
Tak więc jak go efektywnie zapamiętac???
Ja posługuję się w tym celu imionami osób z mojego otoczenia.
Tak więc ten wzór odczytuję jako:
Weronika
IlonaDarek=__________
Magda+ 1 osoba + 1 osoba

Czy to nie proste???V zastąpiła Veronika a Id to IlonaDarek a M to Magda.Można też wstawic ulubione nazwy i pozytwne skojarzenia z tymi literkami z wzoru jak na przykład wzór:
Metoda Hare-Nemeyer’a:
V
I=_ M przekształcimy następująco: VODKA ICE=__
MIX
Dobre to,co nie???:)))Nie jestem pijaczką ale większośc z Was pewnie lubi drinki to dałam taki przykład.Ale czy wtedy nie jest lepiej zapamiętac wzór kiedy kojarzy nam sie z czymś z życia codziennego???:))) Opracowałam ja i tylko ja:)))
Proszę napiszcie mi na maila czy ta metoda się u Was sprawdza i jak to jest:)))Czy skutecznie nauczyliście się czegoś dzięki temu czy to absolutne dno???
Podzielcie się ze mną uwagami na ten temat:)))
Może kiedyś wydam podręcznik jak efetywnie ćwiczyć swój mózg:)))W końcu chcę byc pracowniczką naukową:)))

Utwory,które mi pomagają na dolegliwości:)))

Wczoraj znowu miałam dolegliwości żołądkowe i tak się zastanawiam czy ja rzeczywiście nie mam cos z tym żoładkiem tak jak już to rok temu pisałam.Rozważam wizytę u lekarza gastrologa ale obawiam sie badania „per rectum”czyli od tyłu oraz wymazów w częsci tylnej w razie konieczności przebadania się by ustalic przyczynę dolegliwości żołądowych.A może to zła dieta lub co innego???Może mam początek jakiejś poważnej choroby???Nie wiem ale jeszcze poczekam na rozwój wydarzeń bo nie zamierzam aby mi ktoś grzebał w odbycie!!!
Nie chcę nikomu obrzydzic kolacji ale naprawde nie czułam się najlepiej.Teraz wygląda mi to na poprawę ale nie wiadomo jaki mój stan zdrowia będzie jutro!!!
Jak na razie pocieszenie znajduję w muzyce Techno,która jest moją ostoją.
Wstaję o godzinie 3:30 w nocy po to aby posłuchac ich na mojej najukochańszej radiostacji Sunshine Live.
Utwory,które mnie pocieszają ostatnio oprócz wspomnianych wcześniej LOOPO INC-Cold Mountain czy ZOLAR ECLIPZE-Be free to pocieszają mnie jeszcze takie utwory jak:
ROTTWAG-Lick my skin.
Ten utwór już od pierwszych swoich dźwięków przypomina mi klimat Domu Widmo,obok którego zawsze przejeżdżam.Jest taki nastrojowy i chętnie go słucham:)))
DOUBLE FLASH-Detroit Psycho też mi pomaga ale nie wiem czemu jego wykonawca dał mu taki wstrętny tytuł bo on bardziej kojarzy mi sie z odgłosami jakie wydaje jadący pociąg niż z jakimis chorobami psychicznymi!!!Jego tytuł odstrasza według mnie ale za to jego całokształt brzmi lepiej niż utwory Peffendorf’a,które próbowały oddac odgłosy jadącego pociągu.Paffendorf mieli kiedyś zajęcia blisko stacji kolejowej i ciągle dobiegały ich stamtąd odgłosy jadących pociągów więc to było dla nich inspiracją ale Peffendorf mnie nie interesuje i według mnie kiepsko oddaje klimat jadącego pociągu bo DOUBLE FLASH-Detroit Psycho oddaje o wiele lepiej:)))
Te utwory Techno pomagają mi wrócic do siebie i wpływają na mnie pozytywnie i dzieki nim mam siłe do walki z jakimi kolwiek zmyślonymi dolegliwościami:)))Bo może je sobie tylko wmawiam i nie dolega mi nic tylko nadmiar wolnego czasu???:)))

Co jest lepsze-płyty vinylowe czy kompakty???

Tego samego dnia co słuchałam tych wiadomości w drodze do szkoły to usłyszałam tez dyskusję na łamach radia,że w dzisiejszych czasach płyty vinylowe przeżywają swój renesans.Dosyc dużo wykonawców wydaje swoje utwory i single oprócz zwykłego krążka także na vinylach.
Podobno płyty vinylowe dają taką radośc samym tym,że się kręcą na konsolecie.No i mają swój taki charakterystyczny,chrapowaty dźwięk co powoduje,że tworzy to klimat na imprezie.
Ja tam bardziej wolę zwykłe kompakty i efekty dźwięku tworzonego na komputerze niż płyty vinylowe ale zauważyłam,że nawet i mój Florian wydawał swoje utwory na płytach vinylowych jak na przykład „Wathing the stars” czy „Do it”.
Płyty vinylowe tworzone są z polichlorku vinylu i z tego samego materiału są tez płytki PCV do kuchni czy łazienki.Uwielbiam chemię jako przedmiot więc pamiętam jak po raz pierwszy usłyszałam,że płytki PCV są tworzone z polichlorku vinylu.Vinyle najczęsciej upodobali sobie DJ-e,którzy na dyskotekach nie tyle co chcą rozkręcic impreze ale także sami mają radośc z tego,że patrzą na obracającego sie vinyla.
W radiu mówili jeszcze,że przeważnie płyty vinylowe kojarzą się z takimi dźwiękami jak za dawnych czasów kiedy były jeszcze gramofony.Jako przykład podano utwór:
„Umówiłem się z nią na 9-tą…”.
Kiedyś płyty vinylowe to własnie były takie wielkie czarne krązki w latach kiedy gramofony nie były przeżytkami ale za to teraz odtworzyc mogą je specjalne mixery czy sprzęty do tego dostosowane.
Jeżeli mielibyscie do wyboru płytę kompaktową i vinyla to co byście wybrali???A może jedno i drugie???
Tak więc siedziałąm w autobusie właśnie na postaju w Olesnicy i barszo ciekawe rzeczy słuchałam i nie tyle co o święcie muszli klozetowych się dowiedziałam ale także poruszano tam tematy DJ-skie a te najbardziej mnie interesują:)))
Moja nadodrzańska przyjaciółka Michalina W.oznajmiła mi,że bardzo chciałaby byc piłkarką albo modelką.Wygrała nwet jakieś 10 lat temu sesję zdjęciową w Bravo ale uważa,że jest za stara aby rozpocząc karierę w tym kierunku.
Ja zawsze marzyłam o tym aby byc wykładowczynią i DJ-ką:)))