Nie tylko z bolącymi stopami się zmagałam przez ten czas.
Najgorsze mam już za sobą bo moje stopy już się przyzwyczaiły do tego,że muszą tyle chodzic i po raz ostatni miałam tak w maju 2008 roku a teraz już na szczęscie nie.
Daty 6 października 2008 roku znowu wróciłam na Nadodrze.
Tym razem już na drugi rok.
Ledwo zdałam ale na szczęscie udało mi się.
Po tym jak wróciłam na wskazującym palcu u prawej dłoni miałam taką dziwną chrostkę jakby pryszcza i ją wycisnęłam.
Chyba wtedy musiały mi się przedostac to ranki jakieś drobnoustroje, ponieważ na nastepny dzień ranka zaczęła bolec i ropiec.Pokazywałam ten palec koleżankom a one mi powiedziały,że to pewnie wina tego,że jak dotykam krzesła czy innych rzeczy to tam są bakterie i przez to tak się dzieje i powinnam jakoś tego placa zasłonic plastrem lub przemyc wodą utlenioną.Ale ja nie posłuchałam tych rad i trzymałam ranę przez cały czas otwartą aż mi opuchła i obrzekła.Ale ja wiedziałam,że to stan zapalny,który sam się zagoji,więc mnie to nie zaniepokoiło.
I tak trwało to przez 3 tygodnie aż naprawdę samo się wyleczyło.Kiedy miałam dni wolne od zajęc to najlepiej odczuwałam jak z dnia na dzień moja rana na palcu się zagaja i nie musze tego smarowac kremami czy brac jakis antybiotyków na palec.
Natura sama wiedziała co robi z moim placem chociaż najadłam się też nieco strachu kiedy po 2 dniach od wyciśnięcia krostki zaczął mi puchnąc w miejscu gdzie krosta została wyciśnięta.