Peter Heppner jest podobny do mojego Florian’a!!!

Po raz pierwszy zauważyłam to pod koniec sierpnia 2003 roku kiedy wydrukowałam sobie zdjęcie mojego Florian’a jak siedział przy komputerze.Wtedy była jeszcze czynna jego oficjalna strona internetowa-sunbeam.de,na której była galeria z jego zdjęciami.
Wydrukowałam sobie jego zdjęcie z galerii zatytułowanej „at work”.
Teraz po latach kiedy jego strona już 6 rok jest nieaktywna pozostały mi tylko wspomnienia o tym jak wyglądała jego strona.Co prawda na stronie rekonstruującej-web.archive.org jest zrekonstruowana strona sunbeam.de ale nie wyświetlają się w niej zdjęcia z galerii.
Nie napisałam jeszcze co zauważyłam.
Zauważyłam podobieństwo mojego Florian’a do Peter’a Heppner’a!!!
Są do siebie tacy podobni-po rysach twarzy,po kształcie nosa oraz niekiedy po fryzurze!!!
Na przykład na tym zdjęciu Peter wygląda niemal jak mój Florian:

Widzę w nim mojego Florian’a.Nie tylko jest do mnie podobny ale też do mojego Florian’a.Na zdjęciu powyżej ma tak samo ułożone włosy oraz podobny nos i rysy twarzy!!!Kiedy go widzę na jakimś teledysku to myślę o moim Florian’ie!!!
Są tacy podobni(nawet z profilu!!!):
Peter Heppner:

Mój Florian:

Czy Wy tez widzicie te podobieństwo???
Aby nie było,ze mi to tylko się przywidziało ale Heppner jest podobny do Florian’a!!!
No i z tego co ja wiem Florian chciał stworzyc nowy projekt Techno o nazwie „Pete Plastic Electro movement”!!!A „Pete”to imię inaczej „Peter”i w ten sposób to tak jakby albo mu sie to imię podobało albo nawiązywał do Peter’a Heppner’a bo też jest jego fanem:)))
Tylko,że mój Florian zawsze kochał tworzyc włąsne dzieła a nie grac jakieś głupie remake i tak trzymał:)))
Florian-tęsknię za Tobą!!!Z roku na rok coraz bardziej!!!Gdzie jesteś!!!
Peter Heppner dał znak życia na scenie wydając „Alleine sein”a Florian wciąż milczy…Dlaczego nie odezwie się chociaż do mnie???!!!

Peter Heppner-Alleine Sein!!!

Bardzo się cieszę,ze Peter Heppner z zespołu Wolfsheim wydał we wrześniu 2008 roku swoją kolejną płytę o fajnym tytule:”Alleine sein”.
Ten utwór bardzo mi się podoba:)))

Nadal go uwielbiam i nucę sobie jego najnowszy utwór:)))Nawet nie potraficie sobie tego wyobrazic jak bardzo się cieszę,że Peter zrobił utwór o samotności a zwłaszcza,że ja zrobiłam w 2006 roku utwór o podobnym tytule-„Alleine An Oder”,czyli „Samotnośc na Nadodrzu”tylko,ze moje słowa i muzyka jest całkiem inna niż w jego utworze ale to znak,że Peter jest nie tylko podobny do mnie z wyglądu ale i mysli podobnie do mnie:)))Mój utwór ma inny-bardziej smutniejszy wydźwięk a jego utwór ma raczej wesoły i cieszący się ze swojej samotności.Peter śpiewa tam,że robi sobie wakacje sam ze sobą i nie liczy się dla niego nic poza odpoczynkiem.
Według mnie to bardzo pouczający utwór bo nawet psychologowie dowiedli,że w dzisiejszych czasach zwłaszcza kobiety(głupie mamuski po urodzeniu bachora!!!)nie mają czasu same dla siebie a jak już go maja to zamartwiają się czy mąz sobie bez nich poradzi i co zjadło dziecko i nie potrafią się cieszyc sobą i każdą wolną chwilą więc utwór Heppner’a jest w sam raz dla relaxu dla każdego i jego słowa(trzeba znac język niemiecki aby go zrozumiec)są budujące.
Chciałabym byc taka jak Peter Heppner i podoba mi się bardzo jego wokal.
Jego utwory zawsze mi pomagały i zawsze kiedy nie wiem co dalej to myślę sobie o tym co spiewał w Wolfsheim w utworze”Kein Zurrck”.
Zawsze wtedy mówię sobie:”Immer vorne-schritt und schritt.Es gibt kein Weg zurrck”co oznacza:”Krok po kroku na przód.Nie ma już drogi wstecznej”tak więc kiedy nie wiem co dalej to idę na przód z tymi słowami:))) To Peter Heppner je śpiewał:)))

Przyjaźń,którą dało się odratować???

Michalina-moje nadodrzańska przyjaciółka.
Juz myslałam,że tej przyjaźni nie da się uratowac.
A jednak coś się ruszyło w inną stronę.
Co prawda nie powiedziała,ze jest ze mną pogodzona ale ja wiem,że chyba nadal jesteśmy przyjaciółkami…
We wrześniu 2008 roku kiedy napisałam maila do Michaliny to ona zaprosiła mnie na „babskie pogaduchy”i napisała mi,że oprócz niej będą jeszcze jej inne przyjaciółki.Powiedziała,że miło by było gdybym przyjechała extra.To było około daty 21-23 września 2008 roku.
Jednak niestety tej daty nie mogłam przyjechac.
Swój przyjazd na Nadodrze zapowiedziałam na 21 września 2008 czyli piątek przy okazji jak zawoziłam do dziekanatu mojej uczelni index a Michalina chciała abym przyjechała w niedzielę czyli 23 września 2008.Niestety nie mogłam akurat tej daty przyjechac a i znam pewnie jej zamiary-chciała aby mnie poznały jej kolezanki,przed którymi mnie obgadywała.
Tego dnia ona mi naobiecywała „wspaniały dzień”,na którym to ona miała robic 2 godzinne pogaduchy z kolezankami i mną.Może i zaprzepaściłam okazję na mile spędzony dzień w babskim gronie oraz na poznanie koleżanek Michaliny ale ja wiem jedno bo to przeczuwam-kto raz zawiódł ten znowu zawiedzie.
Myslałam sobie o tym,że możebyśmy tak stworzyły grupę podobną do witch albo jakiś zespół Techno ale nic z tego nie wyjdzie.
Nie nawidze Wrocławia a ona i jej kolezanki saq wrocławiankami i na pewno pokłóciłybyśmy sie z biegiem rozmowy a kto wie.
Staram się jaknajmniej dzwonic do Michaliny aby nie było między nami sprzeczek tak jak kiedyś i dbam o te przyjaźń nawet jeżeli Michalina aby się mnie pozbyc stara się mnie sprowokowac ale ja chcę aby była moją przyjaciółką.Zbyt długo walczyłam o to spotkanie i o to by chociaz odebrała odemnie telefon bo zawsze zawieszała połączenie bo wiedziała kto dzwoni.Zbyt długo czekałam na spotkanie z nia i w końcu w czerwcu 2008 po roku czasu od naszej kłótni-spotkała się ze mną.Była wtedy wobec mnie niezbyt przyjaźnie nastawiona ale ja nie miałam nic przeciwko.
Mogłam była z nią spędzic piękny dzień w towarzystwie jej i jej przyjaciółek ale jednak zrezygnowałam.Ja i ona mamy inne sposoby myślenia co powoduje,że jako przeciwności często się spierałyśmy…
Nie wiem jak to będzie dalej ale może kiedyś będziemy jak te dziewczyny z Witch:

Moje lęki i obawy…

Ostatnio mam obawy.I to już nie związane z „Domem widmo”tylko z bardziej bliższymi sprawami.
Otóż boję się,że nigdy w życiu nie znajdę sobie pracy bo jestem za głupia.Boję się,że jak już sobie jakąś prace znajdę to będzie to posada klopomyjki.Boję się,że zamiast spełniac się zawodowo to będę uziemiona i będę głupią kurą domową!!!
Boję się,że studia na nic się zdały.Jestem już na drugim roku i do licencjatu zostało mi jeszcze ponad półtotrej roku a moja głupia stara gada mi,że „szkoła nie trwa wiecznie i wtedy skończy się zabawa”.Boję się,że jestem do niczego i nigdy nie będę pracowała w zawodzie moich marzeń!!!Chciałabym byc wykładowczynią ale nie wiem czy mi się uda!!!Boję się już od jakiegoś czasu i powracają do mnie złe mysli.
Boję się,że będę zmuszona robic rzeczy za pieniądze,na które nie mam ochoty!!!Boję się,że jeśli nie znajde sobie pracy będe zmuszona popełnic samobójstwo!!!
Dzisiejsze czasy są niepewne a tak zwany „wyścig szczurów”mnie dobija!!!
Boję się,ze nie zdam na kolejny semestr.
Owszem-strach bywa mobilizujący ale nie zawsze.W moim życiu nie zawsze wszystko szło gładko i tak jak sobie to zaplanowałam.Od urodzenia powtarzają mi,że będę mamą i mam sobie znaleźc męża ale jeżeli ja nie chcę takiego życia bo chcę karierę zawodową!!!Jeżeli ja chcę oszukac przeznaczenie jeżeli coś takiego istnieje to je oszukam bo czegoś takiego jak przeznaczenie nie ma bo człowiek może robic co chce nawet jeżeli ma nie takie geny jak potrzeba.Juz mi się udało wbrew genom schudnąc bo odziedziczyłam moją wagę po babci a mimo wszystko schudłam pomimo zadatków na bycie „przy kości”.Schudłam dzięki długim spacerom i pracą nad sobą.Zostały mi tylko szerokie kości na biodrach a jakas koleżanka powiedziała mi,że jestem dobra do rodzenia bo mam szeroką miednicę a jej jej mówię,że to jest mój wybór,że nie chcę rodzic i wzięłam sie za fizykę w dzień egzaminu i zdałam na 5 tylko dlatego by udowodnic sobie,że nie jestem głupią rodzichą,której przeznaczeniem jest miec męża i dzieci!!! Ale nadal jeszcze nic nie mam abym mogła powiedziec,że jestem mądra bo na razie nie mam skończonych studiów a nawet studia nie gwarantują mi dobrej posady!!!
Boję się,że inni są lepsi odemie i zasługuja sobie na więcej odemnie i to mnie dobija!!!Jak mogę poradzic sobie z lękami???

„Dom widmo”!!!

Od marca 2008 roku dojeżdżałam autobusem o godzinie 5:30 rano z Twardogóry,ponieważ zajęcia na mojej uczelni odbywały się od godziny 8 rano.
Przyzwyczaiłam sie już do jazdy autobusem a nawet zaprzyjaźniłam się z kierowcą ale jedno nie dawało mi spokoju…
Kiedy w marcu 2008 przejeżdżałam autobusem przez Boguszyce to widziałam przez okno jakiś dziwny zamek.Nie wiedziałam co to za zamek i czy mi się to po prostu nie sni,ponieważ nigdy go tam nie widziałam a znam tę trasę!!!Zawsze nią jeżdżę i jeździłam tamtędy kiedy dojeżdżałam na kurs grafiki komputerowej do Oleśnicy ale nie widziałam tego czegoś!!!
Ten dziwny zamek miał dwie wieże jak Podwale czy Schloss Auerbach w Bensheim i strasznie się go bałam.Boję się takich zamków a zwłaszcza,że ten z Boguszyc nie przypominał mi tego aby go ktoś świeżo budował i wyglądał mi na nie używany od lat a nawet i ruinę!!!Nazwałam go „Dom widmo”,ponieważ wyrósł mi ni stąd ni zowąd jak jakieś widmo a kto wie czy tam nie straszy!!!
Z początku uznałam to za zły sen ale kiedy widywałam wśród krzaków ten dziwny zamek to już wiedziałam jedno-to nie może byc przywidzenie!!!
Chciałam dowiedziec się coś więcej na ten temat więc kiedy wracałam pociągiem do domu to zapytałam się znajomego małżeństwa z Grabowna Wielkiego,które wracało ze mną tym samym pocięgiem co to za dziwna budowla,której nigdy nie widziałam a oni mi powiedzięli,że to musi byc nowy kościół,który tam budują.Ale ja wiedziałam, że to na pewno nie jest nowy kościół bo widziałam,że to stara budowla a nie nowy kościół i widziałam,że nowy kościół budują gdzie indziej!!!
Na następony dzień kiedy jechałam autobusem to znowu to widziałam i potem zapytałam się mężczyzny,który siedział obok mnie czy wie co to za dziwny dom widmo na Boguszycach albo za Boguszycami(nie potrafiłam dokładnie tego opisac)a on mi powiedział,że to Niemcy budują sobie pałac przed Boguszycami!!!
Nie o to mi się rozchodziło bo ja wiem,że to nie jest nowa budowla a Niemcy budują pałąc z innej strony a to nie jest ani nowy kościół ani budynek mieszkalny a raczej jest to ruina,która wydobyła się znikąd!!!
Juz myslałam,że zwariuje kiedy na kolejny dzień widziałam ten sam dom widmo i to nie było przywidzenie i zapytałam sie kogoś kto siedział kołomnie czy ten zamek jest widmem i odpowiedziano mi,że to jest zabytek Boguszyc!!! Jeszcze jakieś 20 lat temu mieszkali tam ludzie ale się wyprowadzili a ten pałac stoi pusty od tamtej pory.Odpowiedziano mi też,że jest taka ksiązka o pałacach i zamkach dolnego śląska i mogłabym sobie tam więcej poczytac.
Dziwne,że nigdy wcześniej tego pałacu nie widziałam a przejeżdżałam tamtędy wiele razy ale może to jest fakt tego,że zawsze jak tam przejeżdżałam to było to lato a „Dom widmo”był wtedy zarośnięty liściami i nie było go widac.
Teraz już wiem więcej i pomyslec,że ja nawet nie znam dobrze swoich okolic.Ale i tak jest to dla mnie do dziś „Dom widmo”i zawsze spoglądam jak jade teraz w tamtą stronę.
Nieco przypomina mi to Schloss Auerbach z Bensheim tyle,że Schloss Auerbach jest zółty a ten „Dom widmo”jest szary.
To jest Schloss Auerbach z Bensheim:

Też ma takie dwie wieże jak ten zamek z Boguszyc.Niestety nie posiadam jeszcze zdjęc domu widmo z Boguszyc.Jesli mam byc szczera to nadal boję się tego domu widmo bo boję się,że tam straszy i jakoś nie chce mi się wierzyc w to,że już go nikt nie chce.Gdyby był do wykupienia to chętnie bym go kupiła i otworzyłabym tam jakiś dom strachów albo mogłabym się tam bawic w księzniczkę lub ducha.
No ale ja chyba naprawdę widzę jakieś widmo bo widze tutaj na tym obrazku,że ATB jest na remontowanym Placu Powstańców Wielkopolskich na Nadodrzu a jak mi nie wierzycie to zobaczcie(tło za nim-to jest Plac Powstańców Wielkopolskich na Nadodrzu!!!):

Karolu K.-to już rok jak mnie odrzuciłeś!!!

Minął już rok a ja nadal o nim pamiętam.Nie pisałam długo na tym blogu,ponieważ tak bardzo mi o nim przypomina…
Pamiętacie zapewne jak opisywałam moją miłośc do pana z ekonomii???
Otóż po tym jak daty 23 listopada 2007 roku nie zdałam ekonomii,nie zdałąm jej do dziś.Naukę o państwie i prawie już dawno zdążyłam zaliczyc i aż ukochałam panią od tego przedmiotu i w tym samym dniu chciałam tez ukochac pana z ekonomii-Karola Kouichi po prostu za samo to,że istnieje i go kocham i on wiedział o tym a on mimo to odrzucił publicznie moje uczucia!!!Nie było mi łatwo i nie jest do dziś.Nie potrafię o nim zapomniec.
Tydzień temu dowiedziałam się od szatniarki z mojej uczelni,że Kouichi został ojcem… trojkaczków!!!Mają na imię Bruno,Lena i Karolina(pewnie po tacie!!!).Gratuluję mu z całego serca tylko,że jest mi przykro,że wyszło tak jak wyszło.Odrzucił publicznie moje uczucia a co najgorsze kiedy mam isc poprawiac ekonomię to już nie u niego więc nie mam z nim kontaktu tylko u jakiegoś innego pana z ekonomii…
Jest mi przykro do dziś.Kouichi przypomina bardzo mojego Florian’a.Nie tylko on.
I pomyslec,że jeszcze półtorej roku temu przy wyborze drogi życiowej-czyli studiów nie sądziłam,że kiedykolwiek będę tyle cierpiec i do tego jeszcze z miłości.
Kiedy we wrześniu 2007 roku zanosiłam papiery do tej uczelni to mijało równe pół roku odkąd wyburzono komin i nastawnię na Nadodrzu oraz niecały miesiąc po tym jak wyburzyli mi komin na moim osiedlu!!!
Za następne pół roku-w marcu 2008 roku mogłam już powiedziec,że cierpię już nie tylko po wyburzeniu nastawni WNO i kominów ale także z miłości do człowieka,który publicznie odrzucił moje uczucia i nie wziął ich na poważnie!!!

Nie ważne ile jeszcze wycierpię-ważne jest to,że pomaga mi muzyka Techno.

Nie wygrałam konkursu u Quindici

Pamiętacie ten konkurs na blogu u Quindici,który opisywałam rok temu???
Otóż nie wygrałam go pomimo iż bardzo się starałam ale nie jestem z tego powodu rozczarowana.
Wyniki były już rok temu ale ja musiałam wtedy rozbudowywac moje pozostałe blogi,więc na tym bardzo długo nie pisałam i Schlaf Parade się przydała.
Konkursu nie wygrałam ale miałam frajde w tworzeniu tego textu.Wygrałą dziewczyna,która napisała krótko i zwięźle ale uzasadniła dlaczego akurat to tak jest i co by zrobiła.
Nie byłam o nią zazdrosna a pogratulowałam jej tego,że zwyciężyła,poniewaz to nie zależało odemnie a Quindici wyłaniała zwycięzcę.
W konkursie w sumie brało udział tylko 5 osób.
Moja praca na konkurs wyglądała tak:
„Czasem siedzę przed komputerem i wyobrażam sobie taką sytuację – podczas sprawdzania maila nagle gaśnie internet.
Próbuję ponownie połączyc się, jednak to nie daje rezultatu.
Jedyne co pisze to: „Nie można znaleźc serwera.”.
Próbuję i próbuję połączyc się ponownie, ponieważ potrzebowałam parę informacji z internetu na temat prawa międzynarodowego.
Ostatnio nie było mnie na wykładzie z przedmiotu nauka o państwie i prawie więc musiałam jakoś to nadrobić i własnie też wyszukiwałam informacje, a studiuję politologię w systemie dziennym.
Po tym, jak zgasł internet, czekałam na to, aż może się sam naprawi. Z nudów włączyłam wiadomości, a tam podają informację, że zlikwidowano internet z racji tego, że coraz więcej zagrożeń stanowił.
W internecie można było znaleźc informacje, jak skonstruwoać bombę, co przyciągnęło kolejnych terrorystów. W sieci grasowali rozmaici przestępcy, którzy oszukiwali ludzi i bawili się ich uczuciami, a także wykorzystywali ich szczere uczucia do zaspokajania swoich chorych dewiacji, czyli upodobań odchodzących od normy i moralnosci.
Ale podsumowując wszystkie złe i dobre strony, internet miał też dużo pozytywnych stron.
Dzięki internetowi można było dowiedzieć się mnóstwo przydatnych rzeczy, na przykład ciekawostki lub ściągi zamieszczane w sieci były przydatne dla ludzi, którzy chcięli łatwo znaleźc potrzebne informacje zamiast sortowac całą książkę.
Co bym zrobiła gdyby taka sytuacja nastąpiła, gdyby internet zniknął i już nigdy nie mięli go przywrócić???
Jakbym żyła gdyby internet zlikwidowano na zawsze???
I nie próbowano go jakoś zastąpic nowocześniejszym wynalazkiem???
Otóż tak – starałabym się życ w miarę normalnie, ale byłoby mi ciężko. Trochę trudno byłoby mi pójśc do biblioteki i wypożyczyć stos książek oraz je wszystkie przeczytać w tak krótkim czasie.
Dzięki sieci miałabym te informacje na wyciągnięcie ręki.
Gdyby był internet to wystukałabym do wyszukiwarki słowo lub zagadnienie, które szukałam i gotowe.
Teraz, kiedy nie ma internetu i już nie wróci, zostały mi na szczęście telewizja i moja najukochańsza radiostacja Sunshine Live, która emituje tylko muzykę Techno.
Jeżeliby także zlikwidowano radio i telewizję na zawsze,to zostały jeszcze mixery DJ-skie, konsolety (nie mylić z konsolą a konsoleta to urządzenie, na którym grają DJ-e) i syntezatory.
Gdy był jeszcze internet, kochałam pisać blogi. Teraz, gdy go nie ma, skorzystałam z książek i podręczników, a dzięki gazetom się nie nudzę i dowiaduję nowości, co się dzieje na świecie.
No i zamiast blogów na internecie, to pracuję na syntezatorze i komponuję własne utwory Techno zamiast blogów.
Gdyby rzeczywiście nie miało by już więcej być internetu to jeździłabym też w moje najukochańsze miejsce – Nadodrze i fotografowałabym to piękne miejsce.
Chodziłabym na lody i podziwiała przyrodę i uroki Nadodrza.
Doceniłabym jeszcze kuchnię Nadodrza i skosztowała nowych potraw serwowanych w Nadodrzańskich restauracjach.
A taka startą, jaką byłaby likwidacja internetu, byłaby niewielka w porównaniu z innymi atrakcjami i urokami życia.
Gdyby zabrakło internetu to świat by się nie zawalił.”

Miałam nawet bolący palec!!!

Nie tylko z bolącymi stopami się zmagałam przez ten czas.
Najgorsze mam już za sobą bo moje stopy już się przyzwyczaiły do tego,że muszą tyle chodzic i po raz ostatni miałam tak w maju 2008 roku a teraz już na szczęscie nie.
Daty 6 października 2008 roku znowu wróciłam na Nadodrze.
Tym razem już na drugi rok.
Ledwo zdałam ale na szczęscie udało mi się.
Po tym jak wróciłam na wskazującym palcu u prawej dłoni miałam taką dziwną chrostkę jakby pryszcza i ją wycisnęłam.
Chyba wtedy musiały mi się przedostac to ranki jakieś drobnoustroje, ponieważ na nastepny dzień ranka zaczęła bolec i ropiec.Pokazywałam ten palec koleżankom a one mi powiedziały,że to pewnie wina tego,że jak dotykam krzesła czy innych rzeczy to tam są bakterie i przez to tak się dzieje i powinnam jakoś tego placa zasłonic plastrem lub przemyc wodą utlenioną.Ale ja nie posłuchałam tych rad i trzymałam ranę przez cały czas otwartą aż mi opuchła i obrzekła.Ale ja wiedziałam,że to stan zapalny,który sam się zagoji,więc mnie to nie zaniepokoiło.
I tak trwało to przez 3 tygodnie aż naprawdę samo się wyleczyło.Kiedy miałam dni wolne od zajęc to najlepiej odczuwałam jak z dnia na dzień moja rana na palcu się zagaja i nie musze tego smarowac kremami czy brac jakis antybiotyków na palec.
Natura sama wiedziała co robi z moim placem chociaż najadłam się też nieco strachu kiedy po 2 dniach od wyciśnięcia krostki zaczął mi puchnąc w miejscu gdzie krosta została wyciśnięta.

Jak wyleczyłam kulejące stopy-porady

Moją chorą nogę już wyleczyłam całkowicie.
Pisałam o tym jak chodzę cały czas na nogach i pęka mi skóra na stopach.Już prawie rok chodzę na nogach i jest mi z tym dobrze:)))
Pomimo iż moje stopy nie wyglądały zbyt ciekawie to nie bałam się dotknąc rany,pomimo iż bardzo bolała i krawiła.Kiedy zdjęłam skarpetki w pociągu i pokazałam mojej koleżance-Ani,która też jest z Twardogóry i jeździ ze mną w pociągu w jakim stanie są rany na moich stopach to aż nie mogła patrzec!!!
Każdy komu pokazywałam jakie mam stopy odwracał się i polecił mi tramwaj ale nie-ja się tego co moje nie boję i przecież to jest moja włąsna stopa a nie jakieś ciało obce i nie ważne czy rany ropieją-trzeba się tym zając!!!
Moczyłąm stopy w letniej wodzie i wmasowywałam w rany na mojej pękniętej skórze stóp różne maście i okłady i wietrzyłam ranę ale też nie pozwalałam aby miała kontakt z jakimiś bakteriami i zmieniałam plaster aby nie zalęgły się pod nim bakterie i w ten sposób wyleczyłam moje stopy.
Problem nawracał się zawsze ciągle kiedy intensywnie chodziłam na własnych nogach a rany ile się zagoiły to za jakiś czas pojawiały się nowe w tym samym miejscu i nie wiedziałam już co robic ale nadal stosowałam te metody,które mi pomagały i już dziś nie ma po nich śladu:)))
Ostatnio taki problem miałam w maju 2008 roku i kiedy wracałam do domu pociągiem razem z moją koleżanką,którą poznałam w kwietniu 2008 w pociągu i od tamtej pory czasem razem wracałyśmy to kiedy moje nogi już znowu piekły i zdjęłam skarpetki to jakaś starsza kobieta,która siedziała naprzeciwko mnie w pociągu widziała moje rany i zrobiło jej się mnie żal i dała mi chusteczkę nawilżającą do obmycia stóp bym przyniosła im ulgę.Wzięłam chosteczkę i obmywałąm stopy i podziękowałąm jej za pomoc a ona pytała się mnie czy ja przypadkiem nie mam złych butów,które tak mi nogi niszczą i powiedziała,że któregoś dnia ja tak mocno nogi załatwię,że nie będę mogła chodzic i będę musiała je bandażowac a ja powiedziałam aby się nie martwiła,ponieważ ja tak prawie zawsze mam.
Nie boję się leczyc czegoś co moje a przy moim trybie życia jaki prowadzę-chodzenie tylu kilometrów sądzę,że sięgnę po poradę do ortopedy i dermatologa aby ocenił stan ran kiedy już się pojawią na stopach i czemu ta skóra pęka aleona jest narażona przy ciągłym chodzeniu i używaniu nóg na otarcia i odciski,które potem pękają i nie tylko więc na razie zapobiegam niż leczę bo już od czerwca 2008 roku kiedy odeszłąm z Nadodrza nie mam problemu pękającej skóry na stopach:)))
Teraz znowu mam wrócic na Nadodrze i wrócic do dawnego trybu życia i na razie szykuję już moje nogi na taki sport-chodzenie z Nadodrza na Łąkową lub Sieradzką:)))
Tak więc jeżeli macie jakiś problem-ropiejące rany na ciele to nie bójcie się dotknąc i leczyc coś co jest Wasze tak jak ja.Przecież to moje rany na stopach ropiały a nie jakieś ciało obce i nie wstydzę ani nie brzydzę się tego dotknąc nawet jeżeli rana szczypie czy ropieje i nie chce się zagoic to warto o nią dbac aby się zagoiła.
Warto „zaprzyjaźnic się z własną raną” i masowac ją jakąś maścią i pieścic jak jakieś miłe zwierzątko i życzyc jej by jaknajszybciej zniknęła z miejsca,które zajmuje a wtedy szybko znika kiedy jest zadbana!!!
Tylko najlepiej radzę to robic czystymi rękoma lub dotykac jakimś wacikiem lub husteczką nasączoną w jakiejś oliwce czy środku dezynfekującym aby nic nie przerodziło się w infekcję.Jeżeli nie możecie patrzec na krew czy samą ranę na własnym ciele to pomyślcie,że to Wy jesteście posiadaczami rany i nikt inny i tym szybciej zniknie jeżeli sami ją wygonicie i dacie jej do zrozumienia,że jest nie potrzebna.

Jeszcze coś o tej korespondencji dopowiem

Pisałam parę notek wstecz o takim jednym facecie,który posłał mi e-maile i znalazł moje konto na portalu moja-fotka.pl.
Otóż postanowiłam sobie wyszukac tak z cieawości na portalu fotka.pl(już nie moja-fotka.pl)aby zobaczyc ile on lasek bajeruje.
Wstukałam do wyszukiwarki jego adres e-mail i…znalzłam jego konto ale nie miał tam fotek i co najważniejsze…pisało tam,że osoba,która posiada to konto ma…12 lat!!!
Przeczuwałam,że to może byc jakiś szczeniacki żart,ponieważ sposób pisania tego chłopaka jak na 26 lat,które mi podał był nieco dziecinny no i mógł mi posłac zdjęcia ściągnięte z jakiegoś innego portalu lub jakiegos modela!!!
W tym wieku chłopcy wbrew pozorom odkrywają już swoje fantazje sexualne i piszą do lasek bo chcą już spróbowac masturbacji przed ekranem!!!
Podejrzewałam,że to może byc jakiś małolat,który szuka pierwszych wrażeń i myślał sobie,że jak kobieta ma 33 lata to umiejętnie wprowadzi go w świat sexu,aby potem mógł zaimponowac swoim przyszłym dziewczynom.
Tak więc-ja to mam pecha!!!
Dobrze,że nie posiadam już żadnego konta na takowych portalach.
Nie posiadam tez i nie chcę posiadac konta na naszej klasie.
Słyszałam niedawno o przypadku,że 13 latka uciekłą z domu i policja znalazła ją w mieszkaniu 30 letniego mężczyzny,którego poznała na portalu nasza-klasa i fotka.pl!!!Mężczyzna miał z nią kontakty cielesne a zapytany o to dlaczego ruszył nieletnią odparł,że dziewczyna powiedziała mu,że ma 16 lat,co też świadczył o niej ostry makijaż na fotkach,które zamieszczała!!!
Tak więc-goowniarze mają odemnie po gębie i jeżeli tylko ktoś kto nie ma lat 18 wejdzie na ten blog,anpisze do mnie lub się odezwie-automatycznie usunę jego mail czy wiadomośc.
Detektywka ze mnie niezła,że nakryłam jego kłamstwo i każdy by się domyslił w moim wieku,że to dziecko pisało!!!
Hurra,hurra!!!Jestem detektywką!!!